Fugazowy Fazer II czyli tuning FZS-1000

If speed kills... consider me dead

Tak się jakoś złożyło, że w tym roku nie udało się tak poustawiać urlopów, żeby zebrać ekipę i pojechać gdzieś wspólnie na wakacje. W związku z tym skorzystałem z zaproszenia Szajby i spędziłem niemal cały dwutygodniowy urlop w Lubsku. Z urlopem jednak nie miało to wiele wspólnego, gdyż niemal codziennie coś wymyślaliśmy i dłubaliśmy w garażu przy motocyklach (no, czasem też przy komputerach).
Zaczęło się od tego, że tłumik w moim Fazerze wymagał drobnej naprawy, gdyż jego wypełnienie nieco się już zużyło i zaczęły puszczać nity trzymające pokrywę.
Na początek skróciliśmy go o 7cm, ale Szajba stwierdził, że jak byśmy skrócili go jeszcze bardziej, to efekt był by znacznie lepszy. Nie zważając więc na moje (niezbyt silne zresztą) protesty odmierzył kolejne 13 cm, złapał gumówkę i urżnął końcówkę tłumika. Wyrzuciliśmy stare wypełnienie i skrócony o 20cm tłumik dostał nowe wypełnienie Akrapovic. Jeszcze kilka nitów aby zamontować pokrywę i już można było zamontować go do motocykla i posłuchać jak ‚gada’.

FF2r-01Następnego dnia dostałem do ręki drobny papier ścierny i prikaz aby zmatować kilka elementów, bo tu trzeba by trochę odświeżyć lakier, a kilka elementów pomalować, aby lepiej wyglądał. Mając na uwadze mój poprzedni motocykl wiedziałem, że z Szajba’s Garage wyjadę odmienionym Fazerem, ale obawiałem się jednego: że znów będzie niebieski…

FF2r-05Na szczęście przygotowywaliśmy do malowania jeszcze Cebrę 1000 RR, więc była szansa, że mojemu Fazerowi odpuści i tak też się stało. W lakier poszły więc dodatkowo lusterka, wypełnienia czaszki, boczki pod siedzeniem, uchwyty crash-padów i boczki chłodnicy. Wysunęliśmy jeszcze lagi na półkach o kilkanaście milimetrów, dzięki czemu obniżył się nieco przód i podstępnie został mi ucięty tylny błotnik do wysokości tablicy rejestracyjnej… dosłownie na chwilę się odwróciłem i już gumówka poszła w ruch.
Dzięki tym działaniom motocykl wygląda bardziej zadziornie i oryginalnie, efekt można zobaczyć na zdjęciach.


W międzyczasie zestawiłem jeszcze sieć bezprzewodową u Szajby, poszwendałem się trochę po Lubsku i okolicach i poodwiedzałem kilku znajomych z Dzikiego Zachodu.
PS. Cebra też została uratowana (czarna perła), ale się nie dziwię, bo jej właścicielem jest mistrz z Zielonogórskiej Szkoły Walki, stylu Krav-maga… choć nie powiem, że miał z nami łatwo przez te dwa tygodnie, bo żarty się nas trzymały 😉