Yamaha XJ-600S Diversion – pierwsze wrażenia z jazdy

„Nieważne co masz pod dupą,
ważne co masz nad nią !”

Pierwsze wrażenia:

Jest duuuża i ciężka… no tak, ale po przesiadce z MZ ETZ 250 można się było tego spodziewać.
Ale za to jakiego ma kopa 🙂 To jest to, trzeba się ‚tylko’ nauczyć tym jeździć.
Na początek: trasy po okolicy, znane tereny, samotnie, żeby wyczuć ten motocykl.
Owiewka brzęczy. Te typy tak mają – czytałem o tym. Spróbuję ją dokręcić. No i muszę kupić nową linkę prędkościomierza, bo się odkręcił pancerz i wypadł wkład.
OK. Trochę się już poznaliśmy, to może byśmy się do kogoś podczepili, tak na jakiś niedaleki wyjazd, bo jeszcze nie mamy do siebie zbytniego zaufania. Na Żar, a później do Szczyrku? Może być. Zobaczymy czy umiemy składać się w zakręty.
No, trochę się składamy, ale trzeba nad tym mocno popracować!
Wkurza mnie ta owiewka, wibruje akurat przy 4 tys. obrotów, a ja lubię ten zakres.

Przygotowania do pierwszego wypadu:

Olej zmieniłem, ale zobaczmy jak wygląda łańcuch… hmm, wypadało by zmienić, choć tragedii jeszcze nie ma. Sam się za to nie biorę, w sobotę jadę do Olka (Olek Motocykle, BB). Jestem trochę za wcześnie… miałem być koło 12-tej. No to sobie w międzyczasie pogrzebie przy tej nieszczęsnej owiewce. Może jednak poluzuje te śruby, które ją trzymają.
Dobra, stanowisko wolne, to wymieniamy napęd: obie zębatki i łańcuch. Wszystko kupiłem obok w sklepie u Olka, chciałem łańcuch DID, ale mi polecili wzmacniany DC (Belgia). Zdaję się na ich doświadczenie. Dobrze, że nie zabrałem się za to sam, bo by mi narzędzi brakło, a tak wymiana poszła szybko i sprawnie.

Wyjazd na Słowację:

Nareszcie poczułem się jak prawdziwy Motocyklista wśród ‚swoich’ 🙂
Zebrało się nas chyba z 18 maszyn w Skomielnej Białej. Ruszamy w kierunku Zakopanego. Tam zatrzymujemy się na stacji paliw i dzielimy na dwie grupy. Ruszam z grupą jadącą prosto na Słowację.
Zaraz po przekroczeniu granicy gubię znów linkę od prędkościomierza, ale znajduje ją w odległości 50m od motocykla, zakładam i solidnie dokręcam pancerz.
Wszystkie motocykle mają pojemność powyżej 500ccm. Nie ma lekko, trzeba trzymać tempo, żeby utrzymać się w grupie i nie zostać samemu na obcym lądzie 😉 Poznaje także smak jazdy w deszczu, na szczęście bez przykrych niespodzianek. Okazuje się, że teksowa kurtka Modeki daje radę, przynajmniej przy krótkotrwałym deszczyku.
Ale jazda jest ekstra, deszcz przestał padać, drogi wyschły i jeździ się po prostu świetnie. Nawet owiewka tak nie wibruje, można trzymać obroty w dowolnym zakresie, wbrew pozorom ma to spore znaczenie, szczególnie na wyjściu z winkli, których po drodze dostatek. 🙂

Kolejne dalsze wyjazdy:

Przygotowania do kolejnych wyjazdów polegały na kontroli i ewentualnym uzupełnieniu oleju oraz nasmarowaniu łańcucha. Żadnych psikusów na trasie mi nigdy nie zrobiła 🙂 Zdarzyło mi się jeszcze zgubić wspomnianą linkę prędkościomierza, ale od czasu, kiedy zastosowałem ‚czerwony klej’ przy dokręcaniu, mam spokój.
A wyjazdów trochę było: kilka razy na Słowacji, Bieszczady, trochę po Śląsku i południowej Polsce. Przy bardzo ‚lajtowym’ tempie spalanie potrafiło zejść nawet do 4.1l/100km, ale przeważnie oscyluje w zakresie 5 – 5.5l/100km. Potrafi też łyknąć trochę oleju. Szczególnie jak uzupełni się olej do górnej granicy, to przy jeździe ‚łagodnej inaczej’ poziom szybko może zejść do 3/4 lub nawet połowy zakresu.